R. Kapuściński „Cesarz” – interpretacja po latach

Jak interpretuje się „Cesarza” dziś? Jak młode pokolenie ludzi nie pamiętających wydarzeń sprzed 1989r czy też urodzone już w wolnej i demokratycznej Polsce widzi dwór cesarza Hajle Sellasje i całą tę potężną i złowrogą strukturę strachu, tak charakterystyczną dla pałacu cesarza. Czy nadal dostrzega w książce Kapuścińskiego alegorię Polski i Solidarności?
W 1989 roku miałem sześć lat. Wydarzenie polityczne w tym okresie życia nie są na tyle interesujące dla dziecka, by zwracały jego uwagę. Nie przeczę – pamiętam te wydarzenia, ale nie były one wtedy dla mnie w pełni zrozumiałe i na tyle jasne, by zaznaczyć trwały ślad w umyśle sześciolatka. Jednak o „Solidarności” nie dowidziałem się także z książek. Swoją wiedzę budowałem na bieżącej historii. Aktualne wydarzenia z prasy, radia, telewizji czy z rozmów w domu pozwalały mi w kolejnych latach po 1989r. w miarę systematycznie i spójnie uzupełnić swoją wiedzę na temat sytuacji w kraju, w którym przyszło mi żyć. Jednak etos Solidarności był w tym czasie na tyle mocny w społeczeństwie, że odcisnął jakiś znak. Można powiedzieć, że jestem z „pokolenia przejściowego”. I sam nawet ugruntowałem się w tym przekonaniu czytając „Cesarza” – nie mam jednoznacznych skojarzeń z Polską Ludową jednak dopatruję się podobieństwa do tego systemu.
W latach, gdy książka była wydana historia cesarza dość powszechnie czytana była jako alegoria przedstawiająca rozkład systemu, jaki każdy mógł obserwować w Polsce Ludowej. Dla mnie „Cesarz” to bardziej opowieść o zachowaniu ludzi – ich radzenie sobie i udawanie – w sytuacjach, gdy wszystko wokoło się wali. To opowieści o absurdzie i paraliżu, ale też o ślepocie władzy. Historia, która mówi
o konkretnych ludziach, przypadkach i konkretnych doświadczeniach, zatem alegoria pozostaje niejako w tyle. Jest to wspaniale opowiedziana historia dziejów upadku systemów autorytarnych. Pokazuje rozpad tych struktur, które najpierw same się doprowadziły do stanu, w którym już funkcjonować nie mogły. Jednak samo przedstawienie tych wydarzeń z Etiopii w sposób tak barwny
i wyartykułowany delikatnie przesuwa moją interpretacje w stronę Solidarności i Polski z okresu walki o demokrację. Dzieje się tak dla tego, że Kapuściński miał bezpośrednie doświadczenie systemu komunistycznego i z tym bagażem doświadczeń zrelacjonował życie dworu Hajle Selassie – dobrego  Króla Królów.
Myślę, że każdy w „Cesarzu” odnajduje coś innego – Polacy uznali ją za metaforę komunistycznego totalitaryzmu, Anglicy mogą dopatrzeć się analogii do polityki konserwatywnych rządów Margaret Thatcher. Itd. Tak można wymieniać w nieskończoność, bo opowieść Kapuścińskiego niczym dramat grecki ma w sobie coś z uniwersalizmu – przetrwa do kolejnych upadków systemów, zależności i związków.

~ - autor: Kamil Wszołek w dniu grudzień 10, 2008.

Dodaj komentarz