Nie ma śniegu, nie ma pierogów, nie ma gorzkich żali… Trzeba otworzyć dłoń dla innej kultury

•czerwiec 24, 2008 • 1 komentarz

Z ojcem Wiesławem Wojtanowskim CSsR – neoprezbiterem, tuchowianinem oraz misjonarzem pracującym w Brazylii w prowincji Bahia rozmawia Kamil Wszołek.

Kiedy po raz pierwszy pojawiło się w tobie pragnienie wyjazdu na misje?

Pamiętam, gdy szedłem raz do szkoły podstawowej – miałem ok. dziesięć lat – przechodziłem przez bramę klasztoru i wtedy pomyślałem sobie: Może ja byłbym redemptorystą? Ale oni pracują daleko – w Brazylii pracują. O nie, to nie dla mnie… Zapomniałem o tym incydencie aż do czasu, gdy przyszło oficjalne zaproszenie do pracy w Brazylii. Usłyszałem to zaproszenie będąc już redemptorystą po ślubach czasowych, mając już na sobie habit. Mogło się zgłosić dwóch seminarzystów na kontynuowanie studiów w Brazylii… Ja napisze prośbę o wyjazd – rozmawiałem z Panem Bogiem – Jeżeli przełożeni wybiorą mnie to znaczy, że moje miejsce jest w Brazylii, jeżeli mnie nie wybiorą to znaczy, że Ty Boże też nie chcesz żebym wyjeżdżał.

Pojechaliście tam studiować nie znając nawet podstaw języka? Pierwsze chwile na pewno były bardzo trudne?

Tak i nie życzę tego nikomu. Stałem się znów dzieckiem – byłem bezsilny. Oni coś do nas mówią – a ja nic nie rozumiem. Jestem zależny od innych. Sam nie jesteś w stanie funkcjonować. Pierwsze dwa tygodnie były najtrudniejsze. Przyjechaliśmy do Bazylii na kurs portugalskiego z dwutygodniowym opóźnieniem. Musieliśmy nadrobić ten czas. Do południa braliśmy bieżący materiał, a popołudniu nadrabialiśmy zaległości. Było trudno, bo gramatyka portugalska nie pokrywa się z polską.

A jak było z twoim imieniem? Nie stwarzało problemów?

Wiesiek – to nie było do wymówienia dla nich. Musiałem coś wymyślić. Na drugie mam Aleksander i tak właśnie mówią na mnie w Brazylii. Tam jestem Alexandre (czyt. Aleszandrii).

To osoba, która pochodzi z Tuchowa lub zna twoją rodzinę może pomyśleć, ze na brazylijską misję nie wyjechał Wiesiek tylko Aleksander, a tak ma na imię twój tata.

Dokładnie, ale imienia Aleksander używam tylko gdy jestem w Brazylii. A tata choć jestem daleko zawsze mnie wspiera. To dla mojej rodziny także nowa rzeczywistość. Zawsze byłem blisko. Urodziłem się w Tuchowie i tu wychowałem. Wyjechałem na studia super daleko do Krakowa (100 km od Tuchowa) – To był mój najdalszy wyjazd do tej pory. Później Nowicjat w Lubaszowej – spod krzyża widziałem swój dom. Tata jak zatęsknił to przez lornetkę popatrzył sobie na Willę. Później przez dwa lata w Tuchowie żyłem wśród przyjaciół. Teraz będę pracował w Brazylii.

Jak radziłeś sobie z tęsknotą – za bliskimi za krajem, za kulturą? Czy będąc na drugiej półkuli doświadcza się tego mocniej?

Jest tęsknota, ale w innym wymiarze. Byłoby dla mnie jeszcze większym ciężarem, gdybym tęsknił. Najgorsza dla mnie była świadomość, że nie miałem możliwości wrócić do Polski – nawet jeśliby ktoś umarł, a umarł mi w tym czasie dziadek. Tylko przyjąłem tę informację – mogłem się pomodlić i tyle. W Brazylii wszystko jest inaczej. Nie ma śniegu, nie ma pierogów, nie ma gorzkich żali – tego nam brakowało. Procesja Bożego Ciała – ten cały nasz folklor. Brakuje mi tych żółtych kwiatów na łąkach – mleczy.

Brazylijczycy wiedzą gdzie leży Polska?

Mówię, że pochodzę z kraju Jana Pawła II. W ten sposób zaraz kojarzą Polskę. Dla Brazylijczyków Polska to cztery osoby – Jan Paweł II, Lech Wałęsa, Zbigniew Boniek i Grzegorz Lato.

Twoje plany są związane już tylko z Brazylią?

Wielu ojców misjonarzy wyjechało do Brazylii ze świadomością, że tam już umrą. Ja tak nie myślę. Jeśli będzie potrzeba jechać gdzie indziej to pojadę. Teraz popracuje jakiś czas w Brazylii – szkoda byłoby zatracić tą radość mówienia po portugalsku, znajomość ludzi i kultury.

Myślisz o powrocie do Polski?

Boję się, że nie zmieszczę się w polskie realia. Inna jest tu relacja z ludźmi. W Tuchowie jest tyle księży co ojców Redemptorystów w całym Bahia! A ta prowincja jest większa od Polski. To co może robić świecki to robi świecki. Rozdają komunię, dzielą się Słowem Boży, głoszą kazania – prowadzą 70 % wszystkich modlitw i celebracji. To co robią księża to 30%.

To na pewno byłoby ciekawe i dość zabawne doświadczenie przenieść te zwyczaje na nasze realia. Myślę tu konkretnie o tych kazaniach głoszonych przez świeckich…

My odczuliśmy to na własnej skórze, bo pojechaliśmy z rzeczywistością kultury polskiej. Podczas naszej pierwszej mszy w jakiej uczestniczyliśmy w Brazylii rozdawać komunię wyszły kobiety. Dla nich normalne, a ja się zastanawiałem czy jak przyjmę komunię od kobiety to będzie ważna! To takie łamanie schematów.

Dużo jest różnic między liturgią polską a brazylijską?

Msza jest bardziej ekstrawertyczna. Po ewangelii zawsze są brawa. Jest taniec i śpiewanie. Także relacje podczas nabożeństwa są inne. Przyjeżdżam na mszę zazwyczaj wcześniej. W kościele wszyscy z wszystkimi się witają, rozmawiają z sąsiadami z ławki, podchodzą, pozdrawiają, dopytują co u mnie. Jest inaczej. Przyjechałem do Tuchowa i rozdaję komunie. Podchodzi pierwsza kobieta „Ciało Chrystusa” – i chce położyć jej komunie na ręce, a ona się zmieszała. Dopiero wtedy sobie przypomniałem, że mam podać na język.

Jak reagują ludzie na was - białych?

Jak przyjdzie ktoś biały to od razu jest w centrum zainteresowania. Jeżeli przyjeżdża z zewnątrz to znaczy ze ma pieniądze. Jesteś inny. Zawsze się zastanawiałem jak może się czuć murzyn wśród białych. Doznałem tego tam, gdy wszedłem w pewną dzielnicę miasta. Jakbym mógł to bym sobie skórę ściągnął i założył ciemniejszą żeby choć trochę być podobny do nich.

Żeby być dobrym misjonarzem w Brazylii możesz pozostać Polakiem czy musisz stać się Brazylijczykiem?

Trzeba zostawić to co jest polskie. Trzeba przyjąć to, co tamta kultura niesie ze sobą. A różnic jest naprawdę sporo. Nawet taka prozaiczna czynność jak jedzenie. Tam nakrywają noże z lewej a widelce z prawej. Gdy jestem tam zachowuje się tak jak Brazylijczyk, próbuję myśleć tak jak Brazylijczyk, mówić tak jak on. Wtedy mogę pracować. Gdy wracam do Polski zachowuję się jak Polak.

A gdzie jest twoja prawdziwa twarz?

Dobre pytanie… Myślę, że trzeba tego szukać w byciu szczerym, przeźroczystym. Ludzie wszystko prześwietlą. Czasem trzeba mówić ludziom, że nie wiesz jak się zachować. Oni zawsze pomogą. Trzeba otworzyć dłoń dla innej kultury. Można żyć bez schematów. Można inaczej się modlić. Misjonarz, gdzie by nie pojechał zawsze jedzie do swoich.

Jakie jest twoje motto życiowe?

To które umieściłem na obrazku prymicyjnym – tekst z księgi Izajasza „Duch Pański spoczął na mnie abym ubogim niósł dobrą nowinę”.

Dziękuję za rozmowę.

(Wywiad ukazał się w biuletynie Sanktuarium Matki Bożej Tuchowskiej - “Chorągiew Maryi” - 3/2008 )

Ulica to moja matka - krajobraz bezdomności

•maj 30, 2008 • Brak komentarzy

Widok bezdomnego z kolejowego dworca zna chyba każdy. Brudny i śmierdzący jest tak odmienny od innych, że zastanawiają się, czy „człowiek” to jeszcze odpowiednie dla niego określenie. Ale to nie jedyny obraz bezdomności.

Salvatore ma 32 lata. Wychował się w domu dziecka w Zabrzu-Helence. Sprawiał kłopoty. Pół roku przed 18. urodzinami wysłano go do zakładu wychowawczego pod Krakowem. Pobił się z wychowawcą, więc go wyrzucili. Tak na bruk. - Opiekunowie twierdzili, że jestem ich porażką pedagogiczną i że zachowuję się skandalicznie. Fakt, aniołem nie jestem i nigdy nie byłem. Ale ja żadnych wzorców nie miałem. Matkę poznałem, gdy umierała. Ojca nie znam. Mój kolega z bidula został policjantem,
ja wpadłem w konflikt z prawem - opowiada.

Przez rok po wyjściu z podkrakowskiego ośrodka błąkał się po kraju. W końcu znalazł pracę w Gliwicach. Zakwaterowano go w hotelu. Niedługo potem dostał mieszkanie zakładowe. Niestety zmarnował szansę na normalne życie. Trafił do więzienia. Kiedy wyszedł na wolność, robotnicy wymieniali właśnie zamki w drzwiach jego mieszkania. Drugi raz w życiu został wyrzucony na bruk. Ale właśnie dostał kolejną szansę. Czy z niej skorzysta?

Przyczyny bezdomności są niezwykle różnorodne. W rządowych raportach najczęściej wymieniane są: alkoholizm i narkomania, utrata kontaktów z rodziną, zamykanie hoteli robotniczych, eksmisje. Człowiek, który traci dach nad głową zazwyczaj nie wie, gdzie może się udać po pomoc i w ten sposób trafia na dworzec. Jeśli nie będzie uciekał przed służbami porządkowymi, te odwiozą go do któregoś z ośrodków dla bezdomnych. Wydawałoby się, że to najlepsze rozwiązanie. Jednak, jak pokazuje praktyka, nowi pensjonariusze nie zawsze są zadowoleni z faktu zakwaterowania ich w ośrodku.
- Mógłbym pójść do ośrodka dla bezdomnych, ale jako były wychowanek domu dziecka i więzień mam mieszane uczucia co do takich placówek. Domy noclegowe tak naprawdę nie pomagają. Człowiek jest traktowany w takiej placówce jak “sztuka”, której trzeba udzielić biernie schronienia, nakarmić… Takie domy nie pomagają stawić czoła życiu za jego murami (nie chciałbym tu w swoim artykule generalizować wszystkich takich miejsc w Polsce). Bezdomni żyją tam we własnym świecie, odcięci od rzeczywistości rozmawiają tylko z sobą – są jakby dużymi dziećmi, usidleni
i ograniczeni do posiłku oraz noclegu. Brak dla nich mieszkań “treningowych”, socjalnych. To są “domy dziecka dla dorosłych”. Wielu bezdomnych, tak jak ja,
ma zwichnięte umysły poprzednimi przeżyciami, nie potrafią tak naprawdę długofalowo planować życia, planują życie z dnia na dzień. Wegetując…

Ulico codzienności, szara, zwykła, brudna…
karmiąca mnie co dzień, tuląc swym chłodem.
Po bruku codzienności prowadzisz mnie co dzień
ulico moja matko przy tobie jestem zawsze.
Hausty życia od świtu do nocy, brzęczące talary dajesz do pomocy
błyszczysz neonami, o świcie gwarnie śpiewasz.
Jesteś jak matka zawsze na swym miejscu
nie muszę cię szukać zwykle jesteś blisko
tętnisz swoim rytmem do życia budząc wszystkich.
Ulico moja matko tobie jestem synem.

- Na co dzień niezbędne są przybory toaletowe: szczoteczka do zębów, ręcznik, mydło -w końcu każdy lubi schludnie wyglądać (nie mówię o bezdomnych alkoholikach
i narkomanach). Co jeszcze? Igła i nici. Trzeba je nosić zawsze przy sobie. Sznurówka też jest przydatna. Poza tym długopis, telefon i… woda. Kiedy nie mam jej przy sobie, czuję psychiczny dyskomfort. Zimą niezbędne są oczywiście ciepłe ubrania, termos
z gorącym napojem. Do tego wszystkiego trzeba mieć jeszcze plecak, w którym można to wszystko nosić. Co jeszcze jest niezbędne? Oczy z tyłu głowy. Bezdomni to łatwy cel dla wszelkiej maści drobnych złodziei. Właściwie nie wiem, na co oni liczą,
co my możemy mieć przy sobie? Niezbędny jest też… przyjaciel. Mój towarzysz nazywa się Czips i jest szczurem. Jest przy mnie zawsze, mogę się do niego przytulić, kiedy czuję się samotny.

Idąc ulicą nie sposób nie dostrzec coraz większej rzeszy ludzi zarabiających
tu na swoje utrzymanie. Można zauważyć matki, klęczące z dziećmi, zarabiające w sposób najłatwiejszy i wymagający najmniej kreatywności. Po nich na pewno zauważymy osobnika żebrzącego “na rękę”.

Rozglądając się po ulicy usłyszymy i zobaczymy artystów ulicznych. Grajków wygrywających smutne i wesołe melodie, żonglerów, ogniomistrzów, mimów. W nocy zobaczymy prostytutki, wabiące klientów swym wdziękiem. Jadąc samochodem nie sposób nie zauważyć tak zwanych “myjków’, wbiegających na jezdnię i myjących szyby i reflektory w samochodach. Na parkingach pojawiają się samozwańczy stróże, którzy za parę groszy popilnują auta. Są zbieracze puszek, złomiarze, ulotkowicze, gazeciarze, handlarze uliczni i wielu innych.

Salvatore zarabia na życie myciem szyb samochodów na skrzyżowaniach. Wystarczy na jedzenie, piwo i kawiarenkę internetową. - Wchodzę tam przeważnie wieczorem. Wykupuję 12 godzin. Tam jem, słucham muzyki, oglądam filmy i buszuję po sieci. To taka namiastka domu, cały mój świat. Zresztą jaką mam alternatywę? Chodzić dalej po mieście? W końcu mi coś odbije. Coś komu. zrobię, albo ukradnę - zwierza się.

Każdy jest ciekaw, ile można wyciągnąć z ulicy. Oj, wiele, wiele… Lub niewiele;
to zależy już tylko od napotkanego przypadkowo przechodnia i zasobności jego portfela. Na ulicy jest jak w handlu: raz interes przerasta najśmielsze oczekiwania
i idzie super, innym razem jest słabiutko i ledwo, ledwo. Plusem natomiast jest
na pewno nienormowany czas pracy. Pracujemy ile chcemy i jak długo chcemy. Jesteśmy sami sobie kierownikami, nikt nad nami nie stoi ani nas nie kontroluje.
Z własnego doświadczenia mogę napisać, iż konkurencja jest obecnie zjawiskiem mocno nasilającym się. Widać przyjezdnych z innych krajów, biedniejszych od nas.
Do tego bezrobotni, bezdomni żyjący na ulicy i z ulicy. W moich kręgach funkcjonuje slogan “nigdzie nie zarobisz tyle co na ulicy”.

Bezdomność dotyka najczęściej samotnych mężczyzn w średnim wieku. Przeciętny „staż” pozostawania bez dachu nad głową polskiego bezdomnego to około sześć lat. Co czwarty jako przyczynę swego położenia wskazuje alkohol. Blisko połowa mówi
o nieporozumieniach rodzinnych. 25 proc. podaje różne przyczyny, najczęściej wymeldowanie na mocy decyzji administracyjnej. Praktycznie nie zdarza się jednak, by przyczyna była tylko jedna.

- Gdy tylko wybudzę się rankiem z drzemki, sprawdzam ile zostało mi pieniędzy
po całej nocy. Okazuje się, że mam aż 8 zł więc niezwłocznie udaję się do baru,
w którym zamawiam śniadanie: talerz owsianki, kakao i bułka z serem. Po tak sutym śniadaniu, jak co dzień około godziny 7.30 idę do szaletu miejskiego, by doprowadzić się do stanu używalności - golę się, myję zęby, ogólnie się ogarniam, by zaraz dać się wciągnąć w wir życia codziennego. Zawsze o 8 zaczynam zarabiać na swoje utrzymanie. Jeśli aura mi sprzyja, myję szyby w samochodach, gdy pada deszcz, sprzedaję przechodniom kadzidełka na ulicy. Dziś Stwórca mi błogosławi, jest słonecznie więc atakuję kierowców automobili na skrzyżowaniach i po dwóch bitych godzinach mam już około 30 zł.

PAP - 2008-04-08 - Policja poszukuje młodego mężczyzny, który w Krakowie dwukrotnie ugodził nożem 31-letniego kierowcę tylko dlatego, że ten nie chciał,
by chłopak umył szybę w jego samochodzie.

- Jest godzina 10 gdy wsiadam do autobusu linii dalekobieżnej. Nie dbam o bilet,
bo i po co, zasypiam krążąc między miastami. Gdy się budzę i wysiadam jest już grubo po 14. Idę do baru gdzie kupuję smaczny obiad, dziś: zupę pomidorową, kaszę gryczaną, jajko sadzone i marchewkę z groszkiem. Szczęśliwy, że mogłem się najeść
do syta, udaję się do sklepiku zoologicznego, w którym kupuję karmę dla Czipsa – mojego przyjaciela szczura i daję mu ją do spałaszowania. Potem bawimy się, uczę
go wchodzić z ziemi po nogawce moich spodni i chować się w kieszeni. Wypijam przy tym piwko. Czas leci, jest fajnie, ale kiedy dochodzi 16 zaczynam się nudzić. Chowam szczura do plecaka i idę na kawę. Pijąc czytam książkę pt: “Wywieranie wpływu
na ludzi w teorii i w praktyce”.

Jak poinformował dziś rzecznik małopolskiej policji Dariusz Nowak, ranny w stanie ciężkim trafił do szpitala. - Mężczyzna przeszedł operację, jego stan jest stabilny, nie zagrażający życiu - powiedziała rzeczniczka Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie Anna Niedźwiedzka. Do zdarzenia doszło w niedzielę ok. 18, w rejonie Ronda Matecznego w Krakowie. Do samochodu, który zatrzymał się na czerwonym świetle, podszedł chłopak myjący szyby. Bez pytania przystąpił do pracy i nie reagował
na uwagi kierowcy, by tego nie robił.

- Około godziny 16.30 przeliczam kasę. Zostało niecałe 19 zł, wracam do pracy, zarabiać na chleb, czyli znów namawiam kierowców, by zgodzili się na umycie szyb
w ich wozach. Do godziny 18.30 udaje się uzbierać około 20 złotych. Razem z forsą, którą zarobiłem rano, mam 39 zł, to w zupełności mi wystarczy na resztę dnia. Cóż… po skończonej pracy udaję się na kolejne piwko, przy którym rozmyślam o życiu, odganiam od siebie myśli samobójcze, piszę list do kumpla, który siedzi w Więzieniu modlę się… I tak jakoś dzień mi spada.

PAP - 2008-04-09 - …Kiedy kierowca wysiadł z samochodu i podszedł do chłopaka, ten niespodziewanie wyciągnął nóż i dwukrotnie uderzył mężczyznę w okolicę brzucha. W Komendzie Miejskiej Policji w Krakowie powołano zespół, który
ma za zadanie schwytanie napastnika.

- Jest godzina 20, niezwłocznie udaję się do kawiarenki internetowej która stała się moim domem. Serdecznie witam się z pracownicą, wykupuję pakiet 10-godzinny
za 12 zł. Wchodzę na ulubione strony www. Po jakimś czasie wychodzę na chwilę kupić sobie kolację. Zjadam kebaba, popijam mocną kawą i szybko wracam
do kawiarenki. Tu czuję się swojsko i bezpiecznie. Włączam sobie film pożyczony
od znajomych, miło się ogląda, ale po 22 film się kończy więc wchodzę na strony informacyjne - trochę czytam, oglądam wiadomości, piszę bloga o bezdomności. Około północy idę sobie kupić butelkę wody mineralnej i znów wracam do kawiarenki internetowej. Włączam kolejny film, który oglądam drzemiąc. Budzę się około godziny 5. Pozostała mi godzina, sprawdzam pocztę i zastanawiam się jaki będzie kolejny dzionek… O 6 żegnam pracowników kawiarenki i idę na śniadanie. Potem toaleta poranna… i tak się będzie kręcić…

PAP - 2008-04-10 Według policyjnego opisu zarejestrowanych zdjęć, poszukiwany
to mężczyzna w wieku ok. 35 lat, ok. 170 cm. wzrostu, o włosach czarnych, krótkich. W dniu napadu ubrany był w czarny bezrękawnik, spodnie khaki i bluzę.

- Każdego dnia gdy udaje mi się bezpiecznie (bez żadnych konfliktów, bójek, kłopotów) doczekać końca dnia, modlę się do Stwórcy, dziękując mu za kolejny dzień. Wiele bym dał, by wydostać się z bagna bezdomności, odbić się od dna. Lecz życie to ciągła walka, by utrzymywać się na powierzchni. Dziś spotkałem emerytowanego pięściarza, który mówił mi: - Trzymaj Salvatore gardę, mianowicie chodzi tu o twoje życie. Pomyślałem, że ten dziadek bredzi, ale coś w tym jest – stawiając czoła codzienności muszę walczyć z sobą, by utrzymywać się w trzeźwości, gdyż tak łatwo jest popłynąć… zatracić człowieczeństwo. Tak jak wielu z ludzi bezdomnych przegrać z czartem swe życie i stoczyć się do rynsztoka, gdzie nikt nawet nie chce spojrzeć!

Komenda Wojewódzka Policji w Krakowie – archiwum – Kraków, dn. 2008-04-13
Policjanci zatrzymali bandytę, który kilka dni temu w Krakowie w okolicach Ronda Matecznego ugodził nożem kierowcę samochodu. Przypomnijmy do zdarzenia doszło w niedzielę ( 6 kwietnia ) około godz. 15, w rejonie Ronda Matecznego w Krakowie, do samochodu Audi, który zatrzymał się na czerwonym świetle podszedł młody człowiek, myjący szyby. Bez pytania zaczął myć przednią szybę tego samochodu. Na zwróconą mu uwagę przez kierowcę, aby tego nie robił nie zareagował i kontynuował mycie. Rozzłoszczony kierowca wysiadł z samochodu i podszedł do chłopaka. Wtedy ten, niespodziewanie wyciągnął nóż i dwukrotnie uderzył mężczyznę w okolicę brzucha. Ranny upadł na ziemię a chłopak uciekł. 31-letni kierowca został przewieziony do szpitala jego stan lekarze określili jako ciężki . W komendzie miejskiej policji powołano zespół, który zajmował się złapaniem bandyty. Między innymi zdobyto jego zdjęcie dzięki temu z policjanci ze Śląska ( z Zabrza) wytypowali podejrzewanego mężczyznę. Od kilku dni trwały jego poszukiwania. Dzisiaj około godziny 11.00 – został zauważony przez ścigających go policjantów (krakowskich
i bytomskich) w okolicach dworca autobusowego w Bytomiu. Został zatrzymany przyznał się do wszystkiego. Przypuszczalnie zostanie mu przedstawiony zarzut usiłowania zabójstwa i grozi mu kara dożywotniego więzienia. Ma 32 lata jest bezdomnym niemniej znany jest przede wszystkim czytelnikom portali internetowych gdyż pisał do nich artykuły o bezdomności. Ma także przeszłość kryminalną.
Po przywiezieniu do Krakowa zostanie przesłuchany.

Paweł Nowacki – redaktor naczelny Wiadomości24.pl – portalu, w którym Salwatore zamieszczał swoje teksty.

Chciał nam wszystkim powiedzieć, że areszt jest lepszy niż schronisko, (…)„Całodobową opiekę lekarsko-medyczną, a co za tym idzie - badania ogólne, specjalistyczne, wykrywające m.in. HIV. Można również wyleczyć się z dolegliwości, które dokuczały na wolności, a z którymi nie było czasu walczyć. Poza tym, mogę spać w czystej pościeli (zmienianej co dwa tygodnie), czego - jako bezdomny - nie doświadczyłem od dawna, sypiając na ławkach lub w kawiarenkach internetowych. Mam tu dostęp do psychologa i psychiatry. Mogę również poprawić kondycję fizyczną, oddając się ćwiczeniom. Brak dostępu do alkoholu i narkotyków pozwala na regenerację organizmu” (…). Walczył. Swoją walkę opisywał zwykle u nas. Szybko stał się bohaterem kolejnych artykułów. Aldona Minorczyk-Cichy pisała o nim w “Dzienniku Zachodnim” (…)W Katowicach biorę udział w programie wychodzenia z bezdomności. Złożyłem wniosek o przyznanie mieszkania komunalnego. Mam sobie wybrać kurs zawodowy - opowiada Salvatore. Myśli o zostaniu kelnerem albo sanitariuszem. Byleby być z ludźmi. No i nie wpaść w rutynę. - Jestem niespokojnym duchem, takim trochę anarchistą. Dobrze się czuję, gdy coś się dzieje - podkreśla (…).

Kilka tygodni temu był, wraz z naszą świetną felietonistką, Jadzią Kowalczyk, bohaterem reportażu Jerzego Danielewicza tygodniku “Polityka”. (…) Salvatore Jurkowski o sobie: – Bezdomny jest jak Indianin, ciągle na czujce. Pod koniec nocy kiwam się na krześle i w końcu przysypiam. Śpię na siedząco już trzeci rok. Lepsze to niż odzieżówki - wszy, pchły, brrr, cały ten bioterroryzm, który jest w noclegowniach. Zaliczyłem ich sporo, to wiem. (…)

Walczył też o innych. Kilka tygodni temu apelował do Sejmu, by zniósł obowiązek meldunkowy. Pisał m.in. (…)Obowiązek ten sprawia, iż my - ludzie bezdomni popadamy w próżność, a co za tym idzie staczając się coraz głębiej w alkoholizm, narkomanię. Przestarzałe przepisy powodują niechęć do własnego kraju, państwa, wywołują agresję. Dlatego protestuję, wyrażam oburzenie w imieniu własnym, jak i ludzi bezdomnych. Wyrażam nadzieję, że Sejm Rzeczpospolitej Polskiej zainteresuje się zmianą przepisów, by ułatwić wychodzenie z bezdomności.(…)

Salvatore Jurkowski mógł być inicjatorem dyskusji na temat bezdomności i sytuacji bezdomnych w Polsce. Wydaje się jednak, że ostatecznie pogrzebał swym czynem szansę na taką dyskusję. Teraz należy już tylko trzymać kciuki za zdrowie zaatakowanego kierowcy i sprawiedliwy proces oraz adekwatną do popełnionego czynu karę dla Salvatore Jurkowskiego.

Maciej Lewandowski dziennikarz obywatelski - Ale czy to wszystko jest podjęciem dyskusji? Czy mediom jest potrzebna dyskusja o bezdomności w Polsce? Czy bardziej potrzebna jest im maskotka przyciągająca czytelników, do tego najlepiej kontrowersyjna maskotka, taka coby k***ą rzucić umiała i do szkoły miała pod górkę. Smutne, że my nie podjęliśmy tej dyskusji - bardziej zajęci byliśmy walką między sobą o to, czy Salvatore jest do głaskania, czy do bicia…

Tymczasem kolejny szary dzień chyli się ku zachodowi. Niedziela. Późny wieczór. Wagon krakowskiego tramwaju.

- Dobry wieczór. Bardzo przepraszam, że przeszkadzam. Jestem w bardzo ciężkiej sytuacji życiowej. Jestem bezdomny. Nie mam żadnych bliskich. Nie mogę podjąć pracy, ponieważ jestem chory na AIDS. Proszę o odrobinę jedzenia, lub jakieś drobne pieniądze na jedzenie i lekarstwa. Przepraszam. Mężczyzna powtarzał to przechodząc przez całą długość wagonu. Grupa zadowolonych z siebie pasażerów, wracających z niedzielnych obiadków rodzinnych bladła. Rozmowy zamierały. Część z nas udawała, że proszącego o wsparcie nie ma w wagonie. Część udawała, że to ich nie ma. A przecież byliśmy. Nikt nie sięgnął do kieszeni. Nikt nie wyciągnął monet. Trzydzieści osób w wagonie… Wśród nich ja. Każdy z nas czuł żal do żebraka, że zakłócił nam dzień. Czuliśmy żal, że się tu znalazł, że żył. Szukaliśmy usprawiedliwienia dla siebie. Niektórym się udawało – ja nie znalazłem.

Fair trade, czyli kawa z podwójną satysfakcją

•maj 26, 2008 • 1 komentarz

Każdego dnia na świecie wypijane są średnio dwa miliardy kubków kawy. Za zebranie kilograma ziaren Etiopczyk dostaje 23 centy. W zachodnich kawiarniach można z tego zaparzyć 80 filiżanek kawy – wartych 230 dolarów.

Integrująca się gospodarka światowa, handel międzynarodowy w szczególny sposób faworyzują kraje bogate i międzynarodowe korporacje. Kraje ubogie tracą najwięcej. Niesprawiedliwe ceny ich produktów na rynkach światowych, utrudnienia w dostępie na rynki krajów bogatej Północy oraz zalew tanią dotowaną żywnością powodują olbrzymie straty dla gospodarki najbiedniejszych krajów Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej. Te działania mają katastrofalny wpływ. Nędza, głód i wyzysk tak w skrócie można opisać to co spotyka ubogich producentów w krajach Trzeciego Świata. Nawet godziny morderczej pracy w skwarze nie dają żadnych perspektyw wyjścia z ubóstwa. By wyżywić rodzinę często wykorzystywana

jest praca dzieci. Szwaczka w Chinach za godzinę swojej pracy otrzymuje zaledwie 13 centów (40 gr) podczas gdy za tę samą pracę w Stanach Zjednoczonych lub Europie otrzymuje się od 10 do 19 dolarów za godzinę (30 – 60 zł). Praca w warunkach niewolniczych nadal istnieje na 90% plantacji kakao Wybrzeża Kości Słoniowej, skąd pochodzi ok. 50% kakao sprzedawanego na rynkach światowych.

Niesprawiedliwym praktykom w handlu światowym przeciwstawia się międzynarodowy ruch alternatywnego handlu, opartego na zasadach etycznych, zwany Sprawiedliwym Handlem (Fair trade). Jego celem jest pomoc w rozwoju najuboższym producentów z Trzeciego Świata. Idea oparta jest na partnerstwie w handlu, dialogu i szacunku, a gwarancją jest sprawiedliwe wynagrodzenie, godne i bezpieczne warunki pracy dla ludności ubogich krajów. Fair trade wyklucza pracę dzieci i niewolników i umożliwia pracownikom uczestnictwo w demokratycznym podejmowaniu decyzji. Sprawiedliwy handel tworzy także warunki dla zrównoważonego rozwoju, wypłacając premie na projekty rozwojowe dla całej społeczności lokalnej, jak budowa studni, wodociągów, dróg, szkół czy ośrodków zdrowia.

Aby dany produkt mógł uzyskać certyfikat Sprawiedliwego handlu musi spełnić parę warunków. Producenci muszą utworzyć demokratycznie zarządzaną organizację, w której przestrzegane są równe prawa kobiet i mniejszości etnicznych. Pracownicy muszą mieć zapewnione co najmniej minimalne wynagrodzenie w danym kraju oraz godne i bezpieczne warunki pracy. Wykluczona jest praca dzieci i niewolników. Nad przestrzeganiem tych zasad czuwają niezależne organizacje certyfikacyjne zrzeszone w Fair Trade Labeling Organizations International – FLO. Nie zajmują się one handlem, ale wyłącznie kontrolą producentów i organizacji handlowych, śledząc warunki produkcji i obrotu oraz ich zgodność ze standardami. Najważniejszymi produktami są artykuły spożywcze produkowane metodami ekologicznymi. Obok nich także wyroby rękodzielnicze, dywany orientalne, biżuteria, ceramika, rzeźby, plecionki, artykuły papiernicze, ludowe instrumenty muzyczne, zabawki, odzież, a także kosmetyki, kwiaty cięte, nagrania muzyczne czy nawet usługi turystyczne.

Robiąc zakupy czy przygotowując posiłki w swojej kuchni korzystamy coraz częściej z produktów z całego świata. Wybierając je świadomie i odpowiedzialnie, w prosty sposób możemy mieć pozytywny wpływ na życie ludzi, którzy żyją w krajach ubogich. Nasze wybory konsumenckie i wydawane przez nas pieniądze kształtują świat. Coraz bardziej od nas zależy, w jaki sposób.

Im ciekawsze jest Twoje życie, tym mniej piszesz w Internecie

•maj 20, 2008 • Liczba komentarzy: 2

Nagłówek tego wpisu to słowa Johana Bargera – człowieka, którego można uznać za ojca gatunku blogowania. Zasada ta, o której pisze Barger okazała się jednak prawdziwa tylko w części.

Prawda, pierwsze skojarzenie ze słowem „blog” to osobisty pamiętnik publikowany w internecie, w którym autor z mniejszym lub większym udziałem wyobraźni opisuje swoje codzienne życie, często nie szczędząc jego pikantnych szczegółów. Ale nawet głupi inteligent dostrzeże różnicę pomiędzy tradycyjnym pamiętnikiem ukrytym głęboko w szufladzie, a jego elektroniczną wersją, którą mogą (i zgodnie z intencjami piszącego nawet powinni) przeczytać wszyscy użytkownicy internetu. Czyli w prostej formie – ekskribicjonizm połączony z wiarą, że wystarczy mieć światu coś wyjątkowego do powiedzenia i z dnia na dzień można stać się gwiazdą. Stereotyp blogera chyba mocno wrósł w naszą polską rzeczywistość. Można się o tym przekonać przeglądając oferty większych portali, które reklamują swoje usługi hasłami typu: „Opowiedz nam o swoim życiu!”.

Ale jedna strona tej internetowej ekspresji. Przeglądając Zachodnie blogi moje skojarzenia zaczęły ewoluować. Blog to informacja. A przede wszystkim możliwość publikacji w sposób prosty i bardzo funkcjonalny wszelakich gatunków dziennikarskich. Dlatego tą formę wybiera coraz więcej dziennikarzy, lub ludzi których w świetle ustawy o Prawie Prasowym [art. 7 ust. 5] nie można tak nazwać. Dlatego powstał także ten blog.

A wszystko co powyżej napisałem niech będzie uznane za wstęp.

Witam!