
Widok bezdomnego z kolejowego dworca zna chyba każdy. Brudny i śmierdzący jest tak odmienny od innych, że zastanawiają się, czy „człowiek” to jeszcze odpowiednie dla niego określenie. Ale to nie jedyny obraz bezdomności.
Salvatore ma 32 lata. Wychował się w domu dziecka w Zabrzu-Helence. Sprawiał kłopoty. Pół roku przed 18. urodzinami wysłano go do zakładu wychowawczego pod Krakowem. Pobił się z wychowawcą, więc go wyrzucili. Tak na bruk. - Opiekunowie twierdzili, że jestem ich porażką pedagogiczną i że zachowuję się skandalicznie. Fakt, aniołem nie jestem i nigdy nie byłem. Ale ja żadnych wzorców nie miałem. Matkę poznałem, gdy umierała. Ojca nie znam. Mój kolega z bidula został policjantem,
ja wpadłem w konflikt z prawem - opowiada.
Przez rok po wyjściu z podkrakowskiego ośrodka błąkał się po kraju. W końcu znalazł pracę w Gliwicach. Zakwaterowano go w hotelu. Niedługo potem dostał mieszkanie zakładowe. Niestety zmarnował szansę na normalne życie. Trafił do więzienia. Kiedy wyszedł na wolność, robotnicy wymieniali właśnie zamki w drzwiach jego mieszkania. Drugi raz w życiu został wyrzucony na bruk. Ale właśnie dostał kolejną szansę. Czy z niej skorzysta?
Przyczyny bezdomności są niezwykle różnorodne. W rządowych raportach najczęściej wymieniane są: alkoholizm i narkomania, utrata kontaktów z rodziną, zamykanie hoteli robotniczych, eksmisje. Człowiek, który traci dach nad głową zazwyczaj nie wie, gdzie może się udać po pomoc i w ten sposób trafia na dworzec. Jeśli nie będzie uciekał przed służbami porządkowymi, te odwiozą go do któregoś z ośrodków dla bezdomnych. Wydawałoby się, że to najlepsze rozwiązanie. Jednak, jak pokazuje praktyka, nowi pensjonariusze nie zawsze są zadowoleni z faktu zakwaterowania ich w ośrodku.
- Mógłbym pójść do ośrodka dla bezdomnych, ale jako były wychowanek domu dziecka i więzień mam mieszane uczucia co do takich placówek. Domy noclegowe tak naprawdę nie pomagają. Człowiek jest traktowany w takiej placówce jak “sztuka”, której trzeba udzielić biernie schronienia, nakarmić… Takie domy nie pomagają stawić czoła życiu za jego murami (nie chciałbym tu w swoim artykule generalizować wszystkich takich miejsc w Polsce). Bezdomni żyją tam we własnym świecie, odcięci od rzeczywistości rozmawiają tylko z sobą – są jakby dużymi dziećmi, usidleni
i ograniczeni do posiłku oraz noclegu. Brak dla nich mieszkań “treningowych”, socjalnych. To są “domy dziecka dla dorosłych”. Wielu bezdomnych, tak jak ja,
ma zwichnięte umysły poprzednimi przeżyciami, nie potrafią tak naprawdę długofalowo planować życia, planują życie z dnia na dzień. Wegetując…
Ulico codzienności, szara, zwykła, brudna…
karmiąca mnie co dzień, tuląc swym chłodem.
Po bruku codzienności prowadzisz mnie co dzień
ulico moja matko przy tobie jestem zawsze.
Hausty życia od świtu do nocy, brzęczące talary dajesz do pomocy
błyszczysz neonami, o świcie gwarnie śpiewasz.
Jesteś jak matka zawsze na swym miejscu
nie muszę cię szukać zwykle jesteś blisko
tętnisz swoim rytmem do życia budząc wszystkich.
Ulico moja matko tobie jestem synem.
- Na co dzień niezbędne są przybory toaletowe: szczoteczka do zębów, ręcznik, mydło -w końcu każdy lubi schludnie wyglądać (nie mówię o bezdomnych alkoholikach
i narkomanach). Co jeszcze? Igła i nici. Trzeba je nosić zawsze przy sobie. Sznurówka też jest przydatna. Poza tym długopis, telefon i… woda. Kiedy nie mam jej przy sobie, czuję psychiczny dyskomfort. Zimą niezbędne są oczywiście ciepłe ubrania, termos
z gorącym napojem. Do tego wszystkiego trzeba mieć jeszcze plecak, w którym można to wszystko nosić. Co jeszcze jest niezbędne? Oczy z tyłu głowy. Bezdomni to łatwy cel dla wszelkiej maści drobnych złodziei. Właściwie nie wiem, na co oni liczą,
co my możemy mieć przy sobie? Niezbędny jest też… przyjaciel. Mój towarzysz nazywa się Czips i jest szczurem. Jest przy mnie zawsze, mogę się do niego przytulić, kiedy czuję się samotny.
Idąc ulicą nie sposób nie dostrzec coraz większej rzeszy ludzi zarabiających
tu na swoje utrzymanie. Można zauważyć matki, klęczące z dziećmi, zarabiające w sposób najłatwiejszy i wymagający najmniej kreatywności. Po nich na pewno zauważymy osobnika żebrzącego “na rękę”.
Rozglądając się po ulicy usłyszymy i zobaczymy artystów ulicznych. Grajków wygrywających smutne i wesołe melodie, żonglerów, ogniomistrzów, mimów. W nocy zobaczymy prostytutki, wabiące klientów swym wdziękiem. Jadąc samochodem nie sposób nie zauważyć tak zwanych “myjków’, wbiegających na jezdnię i myjących szyby i reflektory w samochodach. Na parkingach pojawiają się samozwańczy stróże, którzy za parę groszy popilnują auta. Są zbieracze puszek, złomiarze, ulotkowicze, gazeciarze, handlarze uliczni i wielu innych.
Salvatore zarabia na życie myciem szyb samochodów na skrzyżowaniach. Wystarczy na jedzenie, piwo i kawiarenkę internetową. - Wchodzę tam przeważnie wieczorem. Wykupuję 12 godzin. Tam jem, słucham muzyki, oglądam filmy i buszuję po sieci. To taka namiastka domu, cały mój świat. Zresztą jaką mam alternatywę? Chodzić dalej po mieście? W końcu mi coś odbije. Coś komu. zrobię, albo ukradnę - zwierza się.
Każdy jest ciekaw, ile można wyciągnąć z ulicy. Oj, wiele, wiele… Lub niewiele;
to zależy już tylko od napotkanego przypadkowo przechodnia i zasobności jego portfela. Na ulicy jest jak w handlu: raz interes przerasta najśmielsze oczekiwania
i idzie super, innym razem jest słabiutko i ledwo, ledwo. Plusem natomiast jest
na pewno nienormowany czas pracy. Pracujemy ile chcemy i jak długo chcemy. Jesteśmy sami sobie kierownikami, nikt nad nami nie stoi ani nas nie kontroluje.
Z własnego doświadczenia mogę napisać, iż konkurencja jest obecnie zjawiskiem mocno nasilającym się. Widać przyjezdnych z innych krajów, biedniejszych od nas.
Do tego bezrobotni, bezdomni żyjący na ulicy i z ulicy. W moich kręgach funkcjonuje slogan “nigdzie nie zarobisz tyle co na ulicy”.
Bezdomność dotyka najczęściej samotnych mężczyzn w średnim wieku. Przeciętny „staż” pozostawania bez dachu nad głową polskiego bezdomnego to około sześć lat. Co czwarty jako przyczynę swego położenia wskazuje alkohol. Blisko połowa mówi
o nieporozumieniach rodzinnych. 25 proc. podaje różne przyczyny, najczęściej wymeldowanie na mocy decyzji administracyjnej. Praktycznie nie zdarza się jednak, by przyczyna była tylko jedna.
- Gdy tylko wybudzę się rankiem z drzemki, sprawdzam ile zostało mi pieniędzy
po całej nocy. Okazuje się, że mam aż 8 zł więc niezwłocznie udaję się do baru,
w którym zamawiam śniadanie: talerz owsianki, kakao i bułka z serem. Po tak sutym śniadaniu, jak co dzień około godziny 7.30 idę do szaletu miejskiego, by doprowadzić się do stanu używalności - golę się, myję zęby, ogólnie się ogarniam, by zaraz dać się wciągnąć w wir życia codziennego. Zawsze o 8 zaczynam zarabiać na swoje utrzymanie. Jeśli aura mi sprzyja, myję szyby w samochodach, gdy pada deszcz, sprzedaję przechodniom kadzidełka na ulicy. Dziś Stwórca mi błogosławi, jest słonecznie więc atakuję kierowców automobili na skrzyżowaniach i po dwóch bitych godzinach mam już około 30 zł.
PAP - 2008-04-08 - Policja poszukuje młodego mężczyzny, który w Krakowie dwukrotnie ugodził nożem 31-letniego kierowcę tylko dlatego, że ten nie chciał,
by chłopak umył szybę w jego samochodzie.
- Jest godzina 10 gdy wsiadam do autobusu linii dalekobieżnej. Nie dbam o bilet,
bo i po co, zasypiam krążąc między miastami. Gdy się budzę i wysiadam jest już grubo po 14. Idę do baru gdzie kupuję smaczny obiad, dziś: zupę pomidorową, kaszę gryczaną, jajko sadzone i marchewkę z groszkiem. Szczęśliwy, że mogłem się najeść
do syta, udaję się do sklepiku zoologicznego, w którym kupuję karmę dla Czipsa – mojego przyjaciela szczura i daję mu ją do spałaszowania. Potem bawimy się, uczę
go wchodzić z ziemi po nogawce moich spodni i chować się w kieszeni. Wypijam przy tym piwko. Czas leci, jest fajnie, ale kiedy dochodzi 16 zaczynam się nudzić. Chowam szczura do plecaka i idę na kawę. Pijąc czytam książkę pt: “Wywieranie wpływu
na ludzi w teorii i w praktyce”.
Jak poinformował dziś rzecznik małopolskiej policji Dariusz Nowak, ranny w stanie ciężkim trafił do szpitala. - Mężczyzna przeszedł operację, jego stan jest stabilny, nie zagrażający życiu - powiedziała rzeczniczka Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie Anna Niedźwiedzka. Do zdarzenia doszło w niedzielę ok. 18, w rejonie Ronda Matecznego w Krakowie. Do samochodu, który zatrzymał się na czerwonym świetle, podszedł chłopak myjący szyby. Bez pytania przystąpił do pracy i nie reagował
na uwagi kierowcy, by tego nie robił.
- Około godziny 16.30 przeliczam kasę. Zostało niecałe 19 zł, wracam do pracy, zarabiać na chleb, czyli znów namawiam kierowców, by zgodzili się na umycie szyb
w ich wozach. Do godziny 18.30 udaje się uzbierać około 20 złotych. Razem z forsą, którą zarobiłem rano, mam 39 zł, to w zupełności mi wystarczy na resztę dnia. Cóż… po skończonej pracy udaję się na kolejne piwko, przy którym rozmyślam o życiu, odganiam od siebie myśli samobójcze, piszę list do kumpla, który siedzi w Więzieniu modlę się… I tak jakoś dzień mi spada.
PAP - 2008-04-09 - …Kiedy kierowca wysiadł z samochodu i podszedł do chłopaka, ten niespodziewanie wyciągnął nóż i dwukrotnie uderzył mężczyznę w okolicę brzucha. W Komendzie Miejskiej Policji w Krakowie powołano zespół, który
ma za zadanie schwytanie napastnika.
- Jest godzina 20, niezwłocznie udaję się do kawiarenki internetowej która stała się moim domem. Serdecznie witam się z pracownicą, wykupuję pakiet 10-godzinny
za 12 zł. Wchodzę na ulubione strony www. Po jakimś czasie wychodzę na chwilę kupić sobie kolację. Zjadam kebaba, popijam mocną kawą i szybko wracam
do kawiarenki. Tu czuję się swojsko i bezpiecznie. Włączam sobie film pożyczony
od znajomych, miło się ogląda, ale po 22 film się kończy więc wchodzę na strony informacyjne - trochę czytam, oglądam wiadomości, piszę bloga o bezdomności. Około północy idę sobie kupić butelkę wody mineralnej i znów wracam do kawiarenki internetowej. Włączam kolejny film, który oglądam drzemiąc. Budzę się około godziny 5. Pozostała mi godzina, sprawdzam pocztę i zastanawiam się jaki będzie kolejny dzionek… O 6 żegnam pracowników kawiarenki i idę na śniadanie. Potem toaleta poranna… i tak się będzie kręcić…
PAP - 2008-04-10 Według policyjnego opisu zarejestrowanych zdjęć, poszukiwany
to mężczyzna w wieku ok. 35 lat, ok. 170 cm. wzrostu, o włosach czarnych, krótkich. W dniu napadu ubrany był w czarny bezrękawnik, spodnie khaki i bluzę.
- Każdego dnia gdy udaje mi się bezpiecznie (bez żadnych konfliktów, bójek, kłopotów) doczekać końca dnia, modlę się do Stwórcy, dziękując mu za kolejny dzień. Wiele bym dał, by wydostać się z bagna bezdomności, odbić się od dna. Lecz życie to ciągła walka, by utrzymywać się na powierzchni. Dziś spotkałem emerytowanego pięściarza, który mówił mi: - Trzymaj Salvatore gardę, mianowicie chodzi tu o twoje życie. Pomyślałem, że ten dziadek bredzi, ale coś w tym jest – stawiając czoła codzienności muszę walczyć z sobą, by utrzymywać się w trzeźwości, gdyż tak łatwo jest popłynąć… zatracić człowieczeństwo. Tak jak wielu z ludzi bezdomnych przegrać z czartem swe życie i stoczyć się do rynsztoka, gdzie nikt nawet nie chce spojrzeć!
Komenda Wojewódzka Policji w Krakowie – archiwum – Kraków, dn. 2008-04-13
Policjanci zatrzymali bandytę, który kilka dni temu w Krakowie w okolicach Ronda Matecznego ugodził nożem kierowcę samochodu. Przypomnijmy do zdarzenia doszło w niedzielę ( 6 kwietnia ) około godz. 15, w rejonie Ronda Matecznego w Krakowie, do samochodu Audi, który zatrzymał się na czerwonym świetle podszedł młody człowiek, myjący szyby. Bez pytania zaczął myć przednią szybę tego samochodu. Na zwróconą mu uwagę przez kierowcę, aby tego nie robił nie zareagował i kontynuował mycie. Rozzłoszczony kierowca wysiadł z samochodu i podszedł do chłopaka. Wtedy ten, niespodziewanie wyciągnął nóż i dwukrotnie uderzył mężczyznę w okolicę brzucha. Ranny upadł na ziemię a chłopak uciekł. 31-letni kierowca został przewieziony do szpitala jego stan lekarze określili jako ciężki . W komendzie miejskiej policji powołano zespół, który zajmował się złapaniem bandyty. Między innymi zdobyto jego zdjęcie dzięki temu z policjanci ze Śląska ( z Zabrza) wytypowali podejrzewanego mężczyznę. Od kilku dni trwały jego poszukiwania. Dzisiaj około godziny 11.00 – został zauważony przez ścigających go policjantów (krakowskich
i bytomskich) w okolicach dworca autobusowego w Bytomiu. Został zatrzymany przyznał się do wszystkiego. Przypuszczalnie zostanie mu przedstawiony zarzut usiłowania zabójstwa i grozi mu kara dożywotniego więzienia. Ma 32 lata jest bezdomnym niemniej znany jest przede wszystkim czytelnikom portali internetowych gdyż pisał do nich artykuły o bezdomności. Ma także przeszłość kryminalną.
Po przywiezieniu do Krakowa zostanie przesłuchany.
Paweł Nowacki – redaktor naczelny Wiadomości24.pl – portalu, w którym Salwatore zamieszczał swoje teksty.
Chciał nam wszystkim powiedzieć, że areszt jest lepszy niż schronisko, (…)„Całodobową opiekę lekarsko-medyczną, a co za tym idzie - badania ogólne, specjalistyczne, wykrywające m.in. HIV. Można również wyleczyć się z dolegliwości, które dokuczały na wolności, a z którymi nie było czasu walczyć. Poza tym, mogę spać w czystej pościeli (zmienianej co dwa tygodnie), czego - jako bezdomny - nie doświadczyłem od dawna, sypiając na ławkach lub w kawiarenkach internetowych. Mam tu dostęp do psychologa i psychiatry. Mogę również poprawić kondycję fizyczną, oddając się ćwiczeniom. Brak dostępu do alkoholu i narkotyków pozwala na regenerację organizmu” (…). Walczył. Swoją walkę opisywał zwykle u nas. Szybko stał się bohaterem kolejnych artykułów. Aldona Minorczyk-Cichy pisała o nim w “Dzienniku Zachodnim” (…)W Katowicach biorę udział w programie wychodzenia z bezdomności. Złożyłem wniosek o przyznanie mieszkania komunalnego. Mam sobie wybrać kurs zawodowy - opowiada Salvatore. Myśli o zostaniu kelnerem albo sanitariuszem. Byleby być z ludźmi. No i nie wpaść w rutynę. - Jestem niespokojnym duchem, takim trochę anarchistą. Dobrze się czuję, gdy coś się dzieje - podkreśla (…).
Kilka tygodni temu był, wraz z naszą świetną felietonistką, Jadzią Kowalczyk, bohaterem reportażu Jerzego Danielewicza tygodniku “Polityka”. (…) Salvatore Jurkowski o sobie: – Bezdomny jest jak Indianin, ciągle na czujce. Pod koniec nocy kiwam się na krześle i w końcu przysypiam. Śpię na siedząco już trzeci rok. Lepsze to niż odzieżówki - wszy, pchły, brrr, cały ten bioterroryzm, który jest w noclegowniach. Zaliczyłem ich sporo, to wiem. (…)
Walczył też o innych. Kilka tygodni temu apelował do Sejmu, by zniósł obowiązek meldunkowy. Pisał m.in. (…)Obowiązek ten sprawia, iż my - ludzie bezdomni popadamy w próżność, a co za tym idzie staczając się coraz głębiej w alkoholizm, narkomanię. Przestarzałe przepisy powodują niechęć do własnego kraju, państwa, wywołują agresję. Dlatego protestuję, wyrażam oburzenie w imieniu własnym, jak i ludzi bezdomnych. Wyrażam nadzieję, że Sejm Rzeczpospolitej Polskiej zainteresuje się zmianą przepisów, by ułatwić wychodzenie z bezdomności.(…)
Salvatore Jurkowski mógł być inicjatorem dyskusji na temat bezdomności i sytuacji bezdomnych w Polsce. Wydaje się jednak, że ostatecznie pogrzebał swym czynem szansę na taką dyskusję. Teraz należy już tylko trzymać kciuki za zdrowie zaatakowanego kierowcy i sprawiedliwy proces oraz adekwatną do popełnionego czynu karę dla Salvatore Jurkowskiego.
Maciej Lewandowski dziennikarz obywatelski - Ale czy to wszystko jest podjęciem dyskusji? Czy mediom jest potrzebna dyskusja o bezdomności w Polsce? Czy bardziej potrzebna jest im maskotka przyciągająca czytelników, do tego najlepiej kontrowersyjna maskotka, taka coby k***ą rzucić umiała i do szkoły miała pod górkę. Smutne, że my nie podjęliśmy tej dyskusji - bardziej zajęci byliśmy walką między sobą o to, czy Salvatore jest do głaskania, czy do bicia…
Tymczasem kolejny szary dzień chyli się ku zachodowi. Niedziela. Późny wieczór. Wagon krakowskiego tramwaju.
- Dobry wieczór. Bardzo przepraszam, że przeszkadzam. Jestem w bardzo ciężkiej sytuacji życiowej. Jestem bezdomny. Nie mam żadnych bliskich. Nie mogę podjąć pracy, ponieważ jestem chory na AIDS. Proszę o odrobinę jedzenia, lub jakieś drobne pieniądze na jedzenie i lekarstwa. Przepraszam. Mężczyzna powtarzał to przechodząc przez całą długość wagonu. Grupa zadowolonych z siebie pasażerów, wracających z niedzielnych obiadków rodzinnych bladła. Rozmowy zamierały. Część z nas udawała, że proszącego o wsparcie nie ma w wagonie. Część udawała, że to ich nie ma. A przecież byliśmy. Nikt nie sięgnął do kieszeni. Nikt nie wyciągnął monet. Trzydzieści osób w wagonie… Wśród nich ja. Każdy z nas czuł żal do żebraka, że zakłócił nam dzień. Czuliśmy żal, że się tu znalazł, że żył. Szukaliśmy usprawiedliwienia dla siebie. Niektórym się udawało – ja nie znalazłem.